Wpadła mi ostatnio w ręce książka Martina Popoffa „The Top 500 Heavy Metal Albums of All Time”. I oczywiście od razu mnie zaciekawiła.
Mam słabość do wszelkiego rodzaju rankingów muzycznych. Można się z nimi zgadzać, można się kłócić, można z oburzeniem pytać: „Jakim cudem ta płyta jest dopiero na tym miejscu?” albo „Co TO tutaj w ogóle robi?”. I chyba właśnie dlatego takie zestawienia są ciekawe.
Książka Popoffa ukazała się w 2004 roku, a więc ma już 22 lata. Z punktu widzenia historii muzyki to całkiem sporo – przez ten czas metal zdążył dorobić się kolejnych ważnych zespołów, albumów i całych nowych pokoleń słuchaczy.
Z drugiej strony moje największe romanse z cięższą muzyką przypadają raczej na czasy sprzed 2004 roku. Pomyślałem więc: sprawdzam!
500 płyt – od końca do początku
Ranking nie jest wyłącznie prywatnym wyborem autora. Martin Popoff zebrał opinie dziennikarzy, muzyków i swoich znajomych związanych ze światem ciężkiej muzyki. Na podstawie głosów powstała lista 500 najważniejszych – ich zdaniem – albumów heavy metalowych wszech czasów.
Postanowiłem rzucić sobie małe wyzwanie:
przesłuchać wszystkie płyty z rankingu – od miejsca 500 aż do numeru 1.
Niektóre oczywiście znam bardzo dobrze. Inne kojarzę, ale dawno ich nie słuchałem. Podejrzewam jednak, że znajdzie się też sporo takich, z którymi – podobnie jak z dzisiejszym bohaterem – spotkam się po raz pierwszy.
Ale będzie jeszcze jeden element tej zabawy.
W końcu prowadzę Klub Starej Płyty, więc przy każdym albumie będę sprawdzał:
Czy można go jeszcze kupić na winylu? Jakie wydania są dostępne? I – co najważniejsze – czy uda mi się zdobyć egzemplarz na półkę Klubu Starej Płyty?
Czy dotrę do miejsca numer 1? Zobaczymy. Przy 500 albumach trochę czasu to zajmie.
Będzie też konkurs
Żeby nie była to wyłącznie moja prywatna podróż przez historię metalu, dokładam do niej małą zabawę.
Po opisaniu kolejnej płyty będę prosił Was o wytypowanie albumu zajmującego następne miejsce w rankingu.
Czyli po numerze 500 będziemy zgadywać numer 499, później 498 itd.
Oczywiście pod jednym warunkiem: nie znajdujemy gotowego zestawienia w Internecie i nie kupujemy książki tylko po to, żeby oszukiwać! 🙂
Będę się starał podrzucać jakieś wskazówki. Na początku może być trudno, ale im bliżej czołówki, tym prawdopodobnie łatwiej będzie przewidzieć, jakie zespoły i albumy się pojawią.
A co można wygrać?
Osoba, która jako pierwsza prawidłowo odgadnie następną płytę, otrzyma:
20% rabatu na dowolnie wybrany album metalowy dostępny na półce Klubu Starej Płyty.
No dobrze. Książka otwarta. Gramofon gotowy.
Jedziemy od końca.
Miejsce 500: Y&T – „Black Tiger”
Pierwszym albumem mojego wyzwania jest:
Y&T – „Black Tiger”
Płyta ukazała się w 1982 roku i – przyznaję – dla mnie było to pierwsze świadome spotkanie z tym albumem.
I pierwsze wrażenie?
Całkiem niezłe.
Nie będę udawał, że po pierwszym przesłuchaniu „Black Tiger” trafił na moją prywatną listę dziesięciu płyt, które zabrałbym na bezludną wyspę. Ale słuchałem go z przyjemnością.
To jest porządny, amerykański metal z początku lat 80. – melodyjny, gitarowy, energetyczny i stojący gdzieś na granicy klasycznego hard rocka i rodzącej się właśnie amerykańskiej odmiany heavy metalu.
Jeżeli ktoś polubił Mötley Crüe choćby po obejrzeniu filmu „The Dirt” na Netflixie i zaczął później odkrywać amerykańską scenę metalową lat 80., powinien spróbować również Y&T.
A jeżeli ktoś słuchał takich rzeczy już wtedy, kiedy były nowością – zapewne doskonale wie, o czym mówię.
Dla mnie było to odkrycie.
Nie objawienie. Ale zdecydowanie płyta warta poznania.
I właśnie o to chodzi w całym tym eksperymencie. Nie chcę przesłuchiwać wyłącznie rzeczy, które już znam i lubię. Chcę sprawdzić, co ominąłem, co przetrwało próbę czasu, a co po ponad 40 latach brzmi już wyłącznie jak dokument swojej epoki.
A co z winylem?
Pierwsze zadanie wykonane.
„Black Tiger” udało mi się zdobyć na winylu i egzemplarz jest już na półce Klubu Starej Płyty.
Czyli po pierwszej pozycji wynik wygląda tak:
Przesłuchane: 1/500
Winyl znaleziony: TAK
Moja ocena po pierwszym spotkaniu: warto posłuchać
Do końca: tylko 499 płyt…
No i pierwsze pytanie konkursowe:
Jaki album znajduje się na miejscu 499 w „The Top 500 Heavy Metal Albums of All Time”?
Żeby nie było, że zostawiam Was zupełnie bez pomocy, kilka wskazówek. Oczywiście takich, żeby trochę pomóc, ale przypadkiem nie powiedzieć za dużo. 😈
Wskazówka nr 1:
Szukamy zespołu z Wielkiej Brytanii. Czyli geograficznie jesteśmy zdecydowanie bliżej Iron Maiden niż Mötley Crüe.
Wskazówka nr 2:
Nazwa zespołu sugeruje, że muzycy raczej nie przyszli na herbatę o piątej i rozmowę o pogodzie. Jest w niej coś… dzikiego.
Wskazówka nr 3:
Album pochodzi z 1983 roku. Jeśli więc ktoś chce szukać odpowiedzi metodą archeologiczną, proszę kopać właśnie w tej warstwie metalu.
Wskazówka nr 4:
Tytuł płyty można potraktować jako ostrzeżenie BHP: coś jest tutaj puszczone luzem, a jednocześnie może okazać się śmiertelnie niebezpieczne. Czyli raczej nie zostawiałbym tego bez nadzoru. 😉
Wskazówka nr 5:
Jeżeli połączymy dwie ostatnie wskazówki, wychodzi nam mniej więcej:
dziki + spuszczony ze smyczy + zabójczy.
Teraz zrobiło się już chyba podejrzanie łatwo…
Kto pierwszy poda nazwę zespołu i tytuł albumu z miejsca 499, otrzymuje 20% rabatu na dowolnie wybrany metalowy album dostępny na półce Klubu Starej Płyty.
Google nie jest członkiem jury. Książka Martina Popoffa też chwilowo powinna leżeć zamknięta. 😎
Czekam na typy! 🤘
A ja zabieram się za numer 499.
Ciąg dalszy nastąpi… 🤘
Klub Starej Płyty – słuchamy, szukamy winyli i sprawdzamy, czy rankingi sprzed lat nadal mają sens.





























