Im dalej posuwam się w moim wyzwaniu z książką Martina Popoffa „The Top 500 Heavy Metal Albums of All Time”, tym ciekawiej.
Za nami:
#500 Y&T – „Black Tiger”
#499 Savage – „Loose ’n Lethal”
#498 Holocaust – „The Nightcomers”
#497 Riot – „Narita”
I nagle przy numerze 496 następuje gwałtowna zmiana krajobrazu.
Nie NWOBHM. Nie klasyczny amerykański metal. Nie skórzane spodnie, solówki gitarowe i marzenia o stadionach.
Tylko:
#496 – Nirvana „Bleach”
I pierwsza myśl może być oczywista:
Co Nirvana robi w zestawieniu 500 najlepszych albumów heavy metalowych?
Właśnie dlatego ten ranking zaczyna mi się coraz bardziej podobać.
Zanim „Nevermind” zmienił wszystko
„Bleach” ukazał się w 1989 roku nakładem Sub Pop. Był debiutem Nirvany – zespołu, który dwa lata później miał kompletnie zmienić układ sił w muzyce rockowej.
Ale słuchając „Bleach”, najlepiej na chwilę o tym zapomnieć.
Nie ma jeszcze „Smells Like Teen Spirit”. Nie ma wielkich hal, MTV ani statusu głosu pokolenia.
Jest młody zespół z północno-zachodnich Stanów Zjednoczonych, który gra muzykę brudną, ciężką, powolną, punkową i momentami wręcz przygniatającą.
I właśnie ten ciężar interesuje Popoffa.
Black Sabbath spotyka punk
W załączonym fragmencie książki Popoff opisuje „Bleach” w sposób, który chyba najlepiej wyjaśnia obecność tej płyty w rankingu.
Słyszy tutaj połączenie powolnego, sabbathowego ciężaru z punkową energią, sprzężeniami gitar, mocną perkusją i charakterystycznym wokalem Kurta Cobaina.
To bardzo ciekawy sposób patrzenia na Nirvanę.
Bo kiedy dziś mówimy „Nirvana”, automatycznie pojawia się słowo grunge.
Ale kiedy po Riot, Holocaust i Savage włączymy „Bleach”, nagle okazuje się, że odległość między tymi światami wcale nie jest tak ogromna.
Posłuchajcie choćby „Blew”, „Paper Cuts” czy „Negative Creep”.
To nie jest muzyka, która przeprasza, że jest ciężka.
Grunge jako bunt przeciwko… metalowi?
I tutaj Popoff stawia znacznie ciekawszą tezę.
„Bleach”, razem z pierwszymi nagraniami Soundgarden i Mudhoney, traktuje jako jeden z fundamentów rodzącej się sceny Seattle.
Ale ta scena nie była tylko kolejnym gatunkiem muzycznym.
Była również reakcją na to, czym pod koniec lat 80. stała się część popularnego heavy metalu.
Wielkie produkcje.
Wielkie fryzury.
Wielkie teledyski.
Wielkie budżety.
I coraz więcej blichtru.
A tutaj nagle pojawia się coś zupełnie odwrotnego.
Brud. Hałas. Sprzężenie. Prostota.
Żadnej potrzeby wyglądania jak gwiazda rocka.
I właśnie to jest dla mnie w Nirvanie szczególnie ciekawe.
Muzyka przeciwko blichtrowi
Słuchając Nirvany, zawsze mam podobne odczucie: chęć walki z blichtrem. Robienia wszystkiego inaczej – z pasją, efektywnie, ale bez niepotrzebnych upiększeń.
„Bleach” pokazuje tę filozofię chyba jeszcze wyraźniej niż późniejsze płyty.
Nie ma tutaj jeszcze zespołu świadomego swojej przyszłej pozycji.
Jest grupa, która po prostu chce grać po swojemu.
I paradoksalnie właśnie ta niedoskonałość jest największą siłą albumu.
Nie wszystko musi być idealnie wypolerowane.
Czasami muzyka ma po prostu uderzyć.
Metal, punk, grunge – czy naprawdę trzeba wybierać?
Po tej płycie jeszcze bardziej przekonuje mnie pomysł Popoffa na ten ranking.
Bo gdyby „500 najlepszych albumów heavy metalowych” oznaczało po prostu 500 płyt brzmiących podobnie do Judas Priest czy Iron Maiden, po pewnym czasie zrobiłoby się nudno.
Popoff traktuje „heavy” szerzej.
Interesuje go również ciężar.
A „Bleach” ciężaru ma mnóstwo.
Nie jest to klasyczny heavy metal. Oczywiście.
Ale Black Sabbath + punk + sprzężenia + agresja + ciężkie riffy?
Z takiej perspektywy miejsce Nirvany w tej książce przestaje być aż tak dziwne.
A potem wszystko się zmieniło
Najbardziej fascynujące jest słuchanie „Bleach” ze świadomością tego, czego muzycy jeszcze nie mogli wiedzieć.
Dwa lata później ukaże się „Nevermind”.
Nirvana stanie się jednym z największych zespołów świata.
Grunge wejdzie do mainstreamu.
A estetyka rocka początku lat 90. zmieni się niemal z dnia na dzień.
Dlatego „Bleach” brzmi dla mnie jak zdjęcie wykonane sekundę przed eksplozją.
Jeszcze nic się nie wydarzyło.
Ale lont już się pali.
Stan wyzwania
🎧 Przesłuchane: 5/500
🔥 #496 Nirvana – „Bleach”
📅 1989
🇺🇸 Seattle / Aberdeen, Washington
💿 Sub Pop
🎸 Grunge, punk i dużo sabbathowego ciężaru
💡 Największe zaskoczenie: jak naturalnie „Bleach” pasuje do opowieści o ewolucji ciężkiej muzyki
⏳ Do końca: 495 albumów
A teraz…
KONKURS – co jest na miejscu 495?
Ostatnim razem narzekaliście, że zagadki są za łatwe.
Przy Nirvanie rzeczywiście trochę przesadziłem z podpowiedziami. 😂
Teraz łatwo nie będzie.
Jak zawsze: pierwsza osoba, która poda zespół i tytuł albumu, otrzymuje 20% rabatu na dowolnie wybrany metalowy album z półki Klubu Starej Płyty.
Zaczynamy.
🔥 Wskazówka nr 1
Znowu będzie można zapytać:
„Co TA płyta robi w książce o heavy metalu?”
I podobnie jak przy Nirvanie odpowiedź jest ciekawsza niż proste przypisanie zespołu do gatunku.
🔥 Wskazówka nr 2
Szukamy debiutanckiego albumu amerykańskiego zespołu.
Ale uwaga: największy światowy rozgłos przyniesie mu nie ten album, lecz coś nagranego przed publicznością i bardzo daleko od rodzinnego domu.
🔥 Wskazówka nr 3
Wizerunkowo zespół wyglądał trochę tak, jakby dwóch jego członków przyszło z jednego zespołu, a dwóch pozostałych przez pomyłkę weszło do garderoby z zupełnie innego koncertu.
I właśnie ten kontrast stał się jednym z jego znaków rozpoznawczych.
🔥 Wskazówka nr 4
Jeden z gitarzystów zrobił z niepozornego elementu garderoby coś w rodzaju własnego rockowego znaku firmowego.
Nie chodzi o kapelusz Slasha.
Nie chodzi o szkolny mundurek Angusa Younga.
I nie chodzi o makijaż Kiss.
🔥 Wskazówka nr 5
Następny zespół wywarł spory wpływ na muzyków, którzy później grali znacznie ciężej.
A jeden z najbardziej znanych frontmanów grunge’u należał do jego wielkich fanów.
Tak – znowu gdzieś pojawia się cień Nirvany.
🔥 Wskazówka nr 6
Największy przełom w karierze tej grupy nastąpił dzięki albumowi koncertowemu nagranemu w kraju, w którym zespół osiągnął wielką popularność wcześniej niż w USA.
🇯🇵
Więcej geografii nie będzie. 😎
🔥 Wskazówka nr 7
Tytuł poszukiwanej płyty nie pomoże Wam absolutnie w niczym.
Dlaczego?
Bo brzmi dokładnie tak samo jak nazwa zespołu.
Czyli szukamy:
[ZESPÓŁ] – „[ZESPÓŁ]”
I na tym koniec.
Nie będzie „pierwszej litery”.
Nie będzie największego przeboju.
Nie będzie nazwiska gitarzysty.
Kto poda zespół i tytuł albumu z miejsca 495?
A dodatkowo napiszcie, po której wskazówce wiedzieliście już na pewno.
Jeśli po pierwszej – zaczynam podejrzewać, że ktoś jednak ma książkę Popoffa pod ręką. 😂
🤘 Ciąg dalszy nastąpi. Zostało 495 płyt!
#KlubStarejPłyty #500MetalowychAlbumów #Nirvana #Bleach #Grunge #HeavyMetal #KurtCobain #SubPop #Vinyl #Winyl #MetalNaWinylu


